Jak to jest? W grudniu Cathae wyjechała, myślałam, że skoro będziemy się kontaktować przez wszelakie fora społecznościowe będzie dobrze, doceniam jej bliskość dopiero wtedy kiedy jej nie ma. Na moje szczęście nie straciłam jej na zawsze. Wraca tu do mnie.
Jak to jest? Że po straceniu osoby, staramy się zapęłnić pustkę inną osobą, a po stracie juz drugiej osoby wpadamy w paniczny stan, histerie, czy inny stan nie mogący dać spokoju psychicznego, przez strach przed bólem przy utracie kogoś?
Uświadomienie sobie takiego stanu rzeczy jest dobrą diagnozą, która potrafi nam wyjaśnić, dlaczego SMOTNOŚĆ aż tak boli. A może źle do tego podchodzimy? Czy nie powinniśmy raczej spojrzeć na wszystko z tej pozytywniejszej strony? Nie można się przez całe życie dołować. Niby to takie łatwe powiedziec sobie coś pozytywnego zamiast tej negatywnej rzeczy, ale czy to może być aż tak pomocne?
A teraz pozytywniej, zawsze musimy pamiętać, że te osoby na których nam zależy, którzy są czegoś warci zostaną przy nas, nie musimy o nich walczyć, pocieszą, wysłuchają. Zrobią to te osoby, które pozornie wydają się niedostępne dla nas, a później okazuje się, że napiszą Ci "nie opuszczaj mnie."
Tyle z dziesiejszych przemyśleń.
Macie jakieś pomysły na temat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz