wtorek, 21 kwietnia 2015

Moda na "lajki".

   O zgrozo. Zabijcie mnie. Jak mogłaś, Cath, tak odwlec odpowiedź? Nieważne. Było, minęło.
   A więc "moda na lajki" (wiecie ile mnie obchodzi, że nie zaczyna się zdania od "a więc"? No mniej-więcej nic, hyhy.). Temat bardzo aktualny i bardzo przyszłościowy w sumie, bo to wszystko coraz bardziej się pogłębia. Brr.
   Popularny i jakże istotny w życiu jednostki "like" wcale nie miał swego początku na portalu Ryjksiążka, o nie, Cały ten chaos zaczął się nieco wcześniej, przy En Ka, Fotce i ogólnie tych pierwszych siedliskach krejzi małolat pokazujących co się da, byle kliknąć jej pod zdjęciem. O co w "lajkowaniu" chodzi wie chyba każdy używający internetu. Wrzucamy na swój profil zdjęcie swoje, swojego śniadania, kota, notatki z lekcji, wypłaty, samochodu, dziecka, CZEGOKOLWIEK, po czym zaczyna się czekanie. Czekamy aż ktoś zainteresuje się tym drobnym wydarzeniem. Czekamy aż ktoś polubi zdjęcie naszej porannej jajecznicy. Jajecznicy z instagramowym filtrem, to dla artyzmu. Czekamy, aż zostaniemy zauważeni. Przez kogo? Otóż, przez innych czekających! Takie perpetuum debi-...mobile. Napędzamy jedną, wielką maszynę lajkującą.
Ale właściwie po co nam zainteresowanie innych? Ten odzew? Może to poczucie samotności, może potrzeba uwagi, czasem miłości i zrozumienia, może chęć popisu. Może te wszystkie, niezaspokajane w realnym świecie potrzeby spowodowały napływ identycznych, płytkich internetowych osobowości, z których każda uważa się za inną i oryginalną, podczas gdy ubiera się jak reszta, pisze jak reszta, uważa to, co reszta, myśli jak reszta i czuje jak reszta (trochę takie klony ze Star Wars czy skąd to one były, nie?). Te duszyczki zaspokajają sirbie wzajemnie.
   Ciekawe jest to, po co nasze lajki i takie tam innym. Taki przykład, "Janusz polajkował stronę piwa, ja też polajkuję, a co~"-pomyślało dziesięciu znajomych Janusza. Co się tworzy? Ano właśnie. Świetna reklama. Coś na zasadzie "podaj dalej". Tym sposobem w modzie na "lajki" odnajdujemy również genialne narzędzie marketingowe, które wykorzystuje już każda duża firma.
   Warto też wspomnieć o samych twórcach e-społeczności. Twórcach, którym wykładamy na tacy całe swoje życie. Nikt nie musi nas już inwigilować, by wszyscy wiedzieli o nas wszystko, bo i tak napiszesz na fejsie...Pomyśl. Zastanów się o czym i gdzie piszesz. Dokąd idą te informacje. Kto może je mieć. Gdzie mogą pójść. Jak sądzisz, masz jeszcze jakieś tajemnice?

Temat dla M.: Zmienić los.

środa, 8 kwietnia 2015

Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.

Czeeść! Po małej przerwie Świątecznej. Wracam :D
W sumie nie wiem jak to ująć, ale moim zdaniem, znaczy ja to tak odbieram, że chodzi o to, że im bardziej się naciska na kogoś tym bardziej ten ktoś się przed nami zamyka. O!
Dokładnie tak to rozumiem.
Nie mam pojęcia jak to dalej rozwinąć. Tak jak jestem wygadana tak nie wiem, no!
Człowiek aby zaufać komuś potrzebuje czasu, gdy się naciska na niego czuje obrzydzenie do tej osoby jej wścibstwem i ciekawstwem, to jest niby taką szybką troską ale bardzo przegięta.
Wiem to akurat po swoim przykładzie. Jeżeli na mnie naciskała pewna osoba to czułam do niej obrzydzenie i jakoś nie miałam ochoty być tym Prosiaczkiem, który się pokazuje Puchatkowi a wręcz przeciwnie chciałam się schować bardziej i bardziej.
I przepraszam Was ale to jakaś porażka bo nie leży mi ten temat ale Wy wypowiadajcie sie!! :D
PS: temat dla K. "Moda na lajki." Powodzenia. :)

środa, 1 kwietnia 2015

Być kobietą.

Zacznę może od swojego ogólnego pojęcia kobiety. Jest to więc delikatne stworzenie, które łatwo urazić a trudno zadowolić (hyhy). Tak w skrócie. Kobiecość jako-taka nie jest dla mnie zagadką-znam wszystkie typowe zachowania i schematy (tak popularne fochy wynikają z braku tej wiedzy), do których dopasowuje się 90% dam (bez urazy).  Póki co spotkałam jedynie garstkę nie pasującą w stu procentach do bazy. Do osoby lubiącej określone słowa, określony zestaw komplementów, prezentów, gestów itd. Wszystko to jest stosunkowo łatwe do przyswojenia o ile ma się dość wysoki iloraz inteligencji. Wszystkiego można się nauczyć, a z odpowiednią teorią praktyka jest prosta.
Nie do ogarnięcia natomiast jest dla mnie to, jak taką typową kobietą być (mimo, iż wygodnie mi takiej to jednak mnie to ciekawi). Maluję się, używam perfum, lubię kwiaty i mam stosunkowo wysoki glos, ale mimo to czuję się często bardziej jak facet. Nie potrafię być prawdziwą kobietą. Musiałabym grać, a grać nie lubię. Chyba, że na kompie.
Ano właśnie. Czego więc brakuje takiej przykładowej Kas do stu procent kobiecości? Czemu zna osoby nie stosujące nawet połowy tych kosmetyków, co ona sama, bez długich, złotych włosów księżniczki, ale za to po prostu oszałamiających?
Moje braki, a tajną broń innych kobiet określić można słowami "wdzięk" oraz "subtelność". Podziwiam dziewczyny, które każdego pana ze mną na czele mieć mogą na kiwnięcie palca, nie używszy nawet tuszu do rzęs i nie powiedziawszy słowa. Pokłony, drogie panie. Należy się uznanie zwłaszcza dla tych z Was, które swój dar dobrze wykorzystują.
Nie mam zamiaru dalej rozgrzebywać tematu, bo szczerze mówiąc M. średnio z nim trafiła (dobra, wcale nie trafiła ;p). Moja kobiecość jak widać wyżej leży w powijakach. Wiem, jak działa kobieta, natomiast nie mam pojęcia jak nią być, a to przecież temat. Tyle więc i wybaczcie, że moja wypowiedź kształtem przypomina sześcian. Następnym razem będzie lepiej, I swear.
Dobranoc.

PS Temat dla M.: "Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było."