Usiadły na kanapie, zapadając się w delikatność skóry, zaczęły dyskusje. Rozmawiały trzy kobiety z dużym entuzjazmem na temat nadchodzących miesięcy, dzień taniej wódy, dzień życia, dzień bez prezerwatywy i dzień kota. Jako, że każda z nich posiadała owego kociego przyjaciela, wywarła się dyskusja, wychwalały swoich życiowych towarzyszy. Gdy zbliżyła się godzina "zero", wino się skończyło, zebrały się koleżanki do swoich rodzin, zostawiając Panią domu samą. Wracając do szarej rzeczywistości Lena rozgościła się na swym ulubionym fotelu i zapadła w tok myślenia.
Po pół godzinie gdy myśli o nim było już za dużo wstała i otworzyła drugą butelkę czerwonego wina wytrawnego, jako koneser winowy o jakość świeżo otwartego trunku nie musiała się martwić.
Jesteś głupią idiotką!- powiedział wchodząc do pokoju- znów pijesz!- ona spojrzała na niego zaciekawiona, był jak zawsze nienagannie ubrany, poranny zarost dodawał mu męskości.
-Z czym masz znowu problem, Tomaszu?- zapytała mrucząc pod nosem- Rozliczenie dostałeś, faks wysłany do Twojej niuni spod 7, mieszkanie posprzątane, czy o czymś zapomniałam?
-Nie mówię tu o pracy!- warknął na nią groźnie, łypiąc oczami spode łba- Mówię tu o Tobie, jesteś cholerną egocentryczką!- krzyknął. Spojrzała na niego z pogardą w oczach, wstała i wyszła z pokoju, zostawiając go samego w wulkanie złości.
Takie mało twórcze, ale postaram się zacząć skrobać coś bardziej konkretnego jak tylko wygram czas w Lotto. ;) Tak jak wyżej, opowiadania o wszystkim i o niczym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz