czwartek, 26 marca 2015

Człowiek-wróg czy przyjaciel?

 Cześć. Ten...Najpierw to ja się chyba przedstawię. Cath jestem, jak widać nowa tu. Nie wiem na jak długo i w ogóle, ale...Cóż, zobaczy się.
   Jestem tu gościnnie w efekcie przedsięwzięcia, które rozpoczęłyśmy ostatnio z M, autorką bloga, a moją najlepszą przyjaciółką, której za zaproszenie bardzo dziękuję. Wspomniana opisała całą akcję post wcześniej, nie ma więc potrzeby powtarzania.
   Należy jednak wspomnieć, że ostatnich x lat nie pisałam takich rzeczy jak zamieszczane tu prawie w ogóle, więc mogę popełniać błędy. Czasem bardzo, bardzo głupie.
   Poniżej odpowiedź na "quest'a" od M. Temat obmyślałam spory kawał czasu, a efekty widać poniżej. No, nie zanudzam już. Miłego czytania.


   "Człowiek-wróg czy przyjaciel?"

   Pierwszą moją reakcją na zadane pytanie było postawienie sobie jasnej, ociosanej jak pięściak tezy, do której doprowadził mnie czysty jak łza negatywizm i nienajlepszy humor. "Człowiek to wróg.", stwierdziłam beztrosko i poczęłam notować argumenty w swoim nerdowskim notesiku, na którego okładce widnieje egoistyczny napis "Thoughts of an Absolute Genius".
Dopiero po kilku poświęconych na zastanowienie chwilach udało mi się dojść do tego właściwego wniosku, którego postanowiłam się trzymać nie tylko w teorii, ale i w praktyce-człowiek jako istota nie jest ani wrogi, ani przyjazny i nie jesteśmy w stanie dać odpowiedzi tak prostej i jednoznacznej, jak niektórzy mogliby oczekiwać. (Ludzie uwielbiają prostotę i jednoznaczność....To coraz częściej każe mi sądzić, że nie jestem człowiekiem.)
   Ważnym jest, by zaznaczyć, że każdy z nas podchodzi do tematu indywidualnie. Jedni będą bardziej na "nie", inni bardziej na "tak"-mamy odmienne doświadczenia, żyjemy w innym otoczeniu...Nie wymieniając dłużej, po prostu stwierdźmy, że po świecie nie stąpają dwie pary identycznych stóp. Poniższe więc jest moją własną, indywidualnie wysnutą treścią, którą macie prawo uznać za bzdurę, ale również nikomu nikt nie broni się z tym zgodzić.

   Jeśli zaczniemy tym, co złe-zakończymy dobrym, więc zacznę od argumentów "przeciw".

   Uznając, że człowiek jest wrogiem sam sobie można wyciągnąć stare, dobre, odwieczne argumenty-wojny, nienawiść, hipokryzja, korupcja, brak dbałości o środowisko, oszustwa, morderstwa, patologie i wszystkie inne globalne zjawiska, powszechnie uznawane za złe i niewłaściwe. Jeśli skupić się tylko na tym, od razu można uznać rasę ludzką za godną jedynie odstrzału-bez umiejętności dbania o siebie, o dom, o cokolwiek. Fakt, ślepe dążenie do władzy, postępów w technice i majątku to niemały absurd, ale z drugiej strony są też ci, co starają się zapobiec całej tej masowej zagładzie. Są ruchy ekologiczne, fundacje, działacze polityczni z głowami na karkach. Jeśli wszystko by to rozpisać, zsumować i przeanalizować wyjdziemy na czyściutkie, okrągłe zero. Jest to więc pierwszy z dwóch punktów widzenia, jakie biorę w tej wypowiedzi pod uwagę i zdecydowanie potwierdza on tezę o ludzkiej neutralności.

   Drugie z moich "przeciw" to już mój własny, wynikający z osobistych doświadczeń wynik kilku długich chwil myślenia.
Siedząc z waniliową herbatą, przygwożdżona do ściany własną bezradnością (ta jest już inną historią) rozgrzebywałam w głowie temat, przeanalizowałam wszystkie pośliźnięcia-te przyjacielskie, miłosne, te w pracy. Przeanalizowałam każdego, kogo znałam. Każdy charakter, jaki przeszedł przez siatkę pytań w mojej głowie. Znalazłam wiele osób złych, znienawidzonych. Osób, które skrzywdziły lub nadal to robią. Te, o których nie chcę tu pisać nawet inicjałami. Ale znalazłam też rodzeństwo, znalazłam K., P., czy M. Osoby, które wniosły do mojego życia więcej szczęścia i uśmiechów niż jestem w stanie zliczyć. Które nauczyły mnie jak postępować, by zawsze po burzy złapać już pierwsze promienie słońca. Osoby, które uczyniły mnie sobą i które nad wszystko kocham.
Ostatecznie jednak doszukałam się w gronie "swoich" dokładnie tyle samo dobra, co zła. Choćbym więc nie wiem jak bardzo chciała wynik zmienić, wychodzimy na kolejne zero.

   Mogłabym bardziej rozwinąć powyższe. Mogłabym konkretyzować przykłady i opowiadać historie z życia, nie chcę się jednak przesadnio rozpisywać, mamy na poznanie się jeszcze masę czasu, a też obrana przeze mnie forma szkolnej rozprawki nie należy do najciekawszych. Podsumujmy więc całość. W części, gdzie pisałam na temat zjawisk globalnych doszliśmy ostatecznie do równowagi, kompletnego zera. Druga-indywidualna część dała nam dokładnie ten sam wynik. Dwa zera to nadal zero...Człowiek jest więc istotą neutralną-ani wrogiem, ani przyjacielem.
A jeśli komuś wynik wyszedł inny...Chętnie poczytam.

Miłego dnia/wieczoru/nocy.
Cath.

PS  Temat dla M.: "Zobaczyć niewidoczne".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz