środa, 25 lutego 2015

Prezent.

-W sumie to miłe dostać prezent, ja Lena, będąca rudowłosą boginią, wróciłam do Tomasza, a może to sam Mr. T. wraca do mnie z podtulonym ogonem? Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Klaro- tu zwróciła się do czarnowłosej kobiety posiadającej talie osy i przydomek cesarzowej mody- jak to jest, że potrafisz tak szybko i prosto rozmówić się z własnymi uczuciami co do faceta?
Klara niewiele myśląc odpowiedziała.- To jest samodyscyplina, spróbuj czasem reagować umysłem a nie uczuciami, bo gdybym ja pokazywała to co czuje bez przemyślenia tego to zaliczyłabym większość facetów którzy stanęli na drodze mojego życia.
***
-Kochanie, powiedz mi jak to się stało, że stwierdziłeś, że jednak popełniłeś błąd odchodząc ode mnie?
-Hmmm, w sumie trudne pytanie. Nie wiem jak to powiedzieć, byłem zły, w pracy działo się źle i jeszcze Ty z twoimi humorkami zwalałaś mi się na głowę- tu spojrzała na niego z wyrzutem- ale po paru chwilach bez Ciebie, poczułem niesamowita pustkę...
-Tak? Brakowało Ci mnie czy tego że gotuję, sprzątam i tak w kółko i kółko? Czy po prostu nie chcesz być sam?
-Po prostu Cię kocham!
Tu zupełnie ją zatkało, upiła łyk drogiego wytrawnego wina i wróciła do trawienia książki. Nastała kolejna cisza między nimi.

środa, 18 lutego 2015

25 luty. Coraz bliżej do dnia PSA

"Jesteś beznadziejna, totalny brak gustu, jak można zachowywać się tak jak ty?! Zero stosownego ubierania się, traktujesz wszystkich z góry, brak słów! Nie masz więcej wiadomości..." Lena odłożyła słuchawkę, wzięła otuliła się z powrotem kocem i usiadła do laptopa kontynuując pisanie projektu wystawy psów. Miała szczęście, że Pani Dziekan się zgodziła na ten zwariowany plan. Po pięciu minutach zrobiła sobie przerwę, musi przemyśleć to co Tomasz jej powiedział nagrywając się na sekretarkę. Wcale nie jestem beznadziejna- pomyślała upijając łyk kawy- gust mam, ubieram się przecież dobrze, i jestem piękna!- ognistowłosa dziewczyna wstała i podeszła do lustra- A jakby inaczej, talia osy, duże niebieskie oczy, lekki makijaż, tylko ta burza loków czasem przeszkadza. Nic mi nie brakuje- wróciła do laptopa.

wtorek, 17 lutego 2015

Międzynarodowy dzień PSA 09.03.

Już kilka dni się nie widzieli, po tej kłótni z Tomaszem, jeżeli to w ogóle można zaliczyć do ostrej wymiany zdań, wyprowadził się.
-Tchórz!- Lena co chwile nagrywała mu te słowo na sekretarkę, później dodając- To tylko i wyłącznie TWOJA wina. Gdybyś mnie wtedy nie uderzył nic by się nie wydarzyło...- po tych słowach rzucała telefonem, kładła się na łóżku i płakała.
Kwadrans później, stała przed lustrem poprawiając fryzurę, bo wiedziała, że za 10 minut przyjdą Klara i Renata porozmawiać o dniu psa, bo jako studentki weterynarii, akurat ich wydział, musiały zorganizować jakieś wielkie coś. Po chwili zatapiały się w czarnej skórzanej kanapie, popijając kawę i rozważając wszystkie za i przeciw na temat projektu wydarzenia.
-O cholera! Mam pomysł, ale taki pomysł, że wyjdziecie z tych najdroższych bucików i staniecie obok!- krzyknęła Lena.
-No mów, ale odpada wszystko, z czym wiążę się jakiekolwiek sponsorowanie jakiegoś cholernego schroniska, w którym zazwyczaj jest jeden wielki syf.- odpowiedziała Klara, ale widząc minę przyjaciółek zamilkła.
-W każdym razie zrobimy WYSTAWĘ PSÓW!- Renata i Klara spojrzały na nią z niedowierzaniem- no nie patrzcie się tak, mój plan może nie jest do końca przemyślany, ale dobry. Więc słuchajcie- tu upiła łyk kawy, spojrzała się na wciąż zszokowane przyjaciółki i opowiedziała im cały plan ze szczegółami.

Dzień Kota.

Usiadły na kanapie, zapadając się w delikatność skóry, zaczęły dyskusje. Rozmawiały trzy kobiety z dużym entuzjazmem na temat nadchodzących miesięcy, dzień taniej wódy, dzień życia, dzień bez prezerwatywy i dzień kota. Jako, że każda z nich posiadała owego kociego przyjaciela, wywarła się dyskusja, wychwalały swoich życiowych towarzyszy. Gdy zbliżyła się godzina "zero", wino się skończyło, zebrały się koleżanki do swoich rodzin, zostawiając Panią domu samą. Wracając do szarej rzeczywistości Lena rozgościła się na swym ulubionym fotelu i zapadła w tok myślenia.
Po pół godzinie gdy myśli o nim było już za dużo wstała i otworzyła drugą butelkę czerwonego wina wytrawnego, jako koneser winowy o jakość świeżo otwartego trunku nie musiała się martwić.
Jesteś głupią idiotką!- powiedział wchodząc do pokoju- znów pijesz!- ona spojrzała na niego zaciekawiona, był jak zawsze nienagannie ubrany, poranny zarost dodawał mu męskości.
-Z czym masz znowu problem, Tomaszu?- zapytała mrucząc pod nosem- Rozliczenie dostałeś, faks wysłany do Twojej niuni spod 7, mieszkanie posprzątane, czy o czymś zapomniałam?
-Nie mówię tu o pracy!- warknął na nią groźnie, łypiąc oczami spode łba- Mówię tu o Tobie, jesteś cholerną egocentryczką!- krzyknął. Spojrzała na niego z pogardą w oczach, wstała i wyszła z pokoju, zostawiając go samego w wulkanie złości.

Takie mało twórcze, ale postaram się zacząć skrobać coś bardziej konkretnego jak tylko wygram czas w Lotto. ;) Tak jak wyżej, opowiadania o wszystkim i o niczym.